Monika Rakusa recenzuje „Naszą szkołę”

Pisarka Monika Rakusa o filmie „Nasza szkoła”:

 

„Historia równie prosta, co wymowna. Rzecz dzieje się w Targu Lapus, miasteczku w Transylwanii. Bohaterami są Dana, Ben i Alin – trójka romskich dzieci. Filmowa opowieść zaczyna się w 2006 roku. Poznajemy pełną wdzięku, szesnastoletnią Danę, nieśmiałego, dwunastoletniego Bena i uroczego ośmiolatka Alina. Wszyscy troje, razem z innymi romskimi dziećmi, od jutra rozpoczną naukę w szkole w centrum miasteczka. Towarzyszymy im przez cały pierwszy rok szkolnych zmagań. A potem parokrotnie odwiedzamy (w 2007, 2008 i ostatni raz w 2010 roku).

Targu Lapus nie różni się od innych rumuńskich miasteczek. Kilka ulic, główny plac, cerkiew, szkoła, dom kultury i widoczne gołym okiem różnice społeczne. Na obrzeżach miasteczka Dileu – nędzna, romska osada. Poznajemy miejscowe elity – burmistrza, dyrektora szkoły, popa. Do miejscowego entourageu rok wcześniej przyszpilono wielkoświatowy symbol – flagę z dwunastoma gwiazdami. I właśnie w związku z tą flagą na tamtejsze władze zostaje nałożony obowiązek stworzenia integracyjnego systemu edukacji dla dzieci romskich. Należy zaprzestać procederu rasowej segregacji Romów w szkołach, który według orzeczeń Europejskiego Trybunału Praw Człowieka „violates human dignity”. Targus Lapus zostaje objęty unijnym anty – segregacyjnym programem. I dostaje na to specjalne fundusze.

Na przykładzie losów naszych bohaterów możemy obserwować tę (pożal się boże!) szkolną integrację romskich dzieci. Ciężko wyznać, ale historia nas nie zaskakuje. I to wcale nie dlatego, że film ją źle opowiada. Nie zaskakuje – bo zetknęliśmy się z raportami na temat sytuacji Romów. Tymi zza miedzy -czeskimi, słowackimi, węgierskimi. Docierają też do nas wiadomości na temat Romów polskich. Wiemy, że wiele romskich dzieci trafia do szkół specjalnych, do „romskich” klas, albo w ogóle przerywa edukację. Nie zaskakuje – bo nieomal od początku filmu widać, że nikt, łącznie z samymi, pełnymi rezygnacji Romami, nie wierzy w żadną integrację. I nikt nie traktuje tego anty -segregacyjnego programu poważnie. Władze muszą się rozliczyć ze zobowiązań i pieniędzy. Tyle. Dyrektor szkoły robi wszystko, żeby Romów wypchnąć ze „swojej” placówki. Nauczycielka bez cienia zażenowania stwierdza, że dzieci romskie po prostu mają „przemoc we krwi”.

Najważniejszym atutem „Naszej szkoły” jest ciepła, czuła narracja i wnikliwość obserwacji. Dzięki temu film wiele mówi nam „między słowami”. Widzimy burmistrza, który zachwala atuty odbudowanej (za pieniądze przeznaczone na integrację), dawnej, „segregacyjnej”, romskiej szkoły w Dileu, podczas gdy któreś z dzieci bezskutecznie próbuje ją otworzyć. No cóż, nowoczesna edukacja jest dla Dileu zamknięta na cztery spusty. Widzimy żonę popa (moja osobiście „ulubiona” postać), która zachwyca się własną dobroczynnością, kiedy to za naprawdę ciężką pracę ofiarowuje Danie jakieś stare rzeczy, jedzenie i pozwala jej się uczyć u siebie- rzecz jasna –w garażu. Widzimy jej pełne niepokoju, chytre oczka, kiedy dowiaduje się, ze Dana ma narzeczonego, który podobno był w liceum, a na dodatek posiada swój własny dom. Bo jakim prawem marzy o niepodległości ktoś, komu z definicji przysługuje wyłącznie rola służącego?!

Dzięki „Naszej szkole” możemy przejrzeć się w Targu Lapus – symbolu naszego chorego świata. Jesteśmy więźniami Targu Lapus, bo cierpimy na chorobę porównań. Tęsknimy za lepszym Targu Lapus i za lepszym w Targu Lapus. Ale „lepsze” nas nie ceni, ma nas za byle kogo. Dlatego rekompensujemy sobie tę naszą gorszość przy pomocy wszystkich tych, których obwołaliśmy jeszcze gorszymi. Cyganie świetnie się do tego nadają.”

 

Monika Rakusa