Sylwia Chutnik recenzuje film „365 bez 377″

Recenzja filmu „365 bez 377″ napisana przez pisarkę Sylwię Chutnik:

To jedna z tych kulturowych tajemnic: w społeczeństwie zatarcia granic cielesnych, społeczeństwie tłoku i nadmiaru seksualność jest nadal tabu. Kiedy Indie były pod władzami brytyjskimi uchwalono niesławny Kodeks Karny, w którym znalazła się Sekcja 377 określająca wszystkie akty seksualne nieprowadzące do prokreacji jako nienaturalne. Szczególnie uwzględniono tu akty między mężczyznami, kobietami i ze zwierzętami. Wspaniałe połączenie. Za niedozwolone praktyki seksualne groziło więzienie. Na prawie 150 lat zniknęli więc z przestrzeni publicznej homoseksualiści, transgenderyści i wszyscy ci, których miłość stała się nielegalna. I chociaż na ulicy widać eunuchów, przytulających się lub trzymających za ręce mężczyzn to wszystko jest tylko wyrazem okazywania sobie sympatii. O całowaniu nie ma mowy.

W 2009 roku Delhi High Court wydał orzeczenie uchylające homofobiczną klauzulę. Film „365 without 377” jest zapisem obchodów pierwszej rocznicy tego wydarzenie. Oglądamy je razem z trzema bohaterami: transgenderową Abheeną, lesbijką Beeną i gejem Pallayem. Opowiadają oni o drodze do zaakceptowania swojej orientacji , o otoczeniu i najbliższych. Mówią też o zmianach, jakie dokonały się w ich kraju po wykreśleniu Sekcji 377. W końcu kilka miesięcy przed rocznicą odbyła się druga edycja filmowego Queer Festiwalu Nazariya w Mumbaiu. Po dwóch marszach LGBT, otworzeniu pierwszego sklepu i powstaniu kilku nowych organizacji festiwal stanowił podsumowanie tego, co się w ostatnich latach działo w mieście, jeśli chodzi o prawa tych ludzi.

W filmie widać natomiast opór i strach społeczeństwa do tego, aby w pełni zaakceptować „innych”. Jest taka scena, gdzie kolorowe hijra tańczą przed tłumem osób świętujących pierwszą rocznicę dekryminalizacji nie heteroseksualizmu. Zza płotu, gdzie rozgrywa się cała uroczystość, patrzą indyjscy mężczyźni. Typowi, z wąsem, w białych koszulach, w rozwalonych sandałach. Niektórzy mają srogie miny, inni są wyraźnie speszeni. Jeszcze inni gapią się tępo i nic nie rozumieją. Tak działają na nich zmiany społeczne, które nieuchronnie nadchodzą. W filmie jedna z bohaterek mówi o swoim marzeniu posiadania dzieci- wierzy w to, że za kilka lat będzie mogła zaadoptować dziecko. Podkreśla, że nie chce czekać, aby dziecko nie miało starej mamy. Ma nadzieję, że zmiany pójdą tak samo szybko, jak oczekują tego wszyscy ci, którzy tyle lat czekali na prawo do normalnej miłości.