Twórcy filmów prezentowanych w tej retrospektywie nie ukrywają kamery przed ludźmi, których filmują. Wręcz przeciwnie - warunkiem powstania tych dokumentów, niejednokrotnie realizowanych z narażeniem życia bohaterów i twórców, jest bezwzględne zaufanie i wzajemna wiara w najlepsze intencje. Przegląd „Ukryta kamera" składa się bowiem z filmów zrealizowanych bez wiedzy i zgody władz, z dokumentów walki i sprzeciwu. Co można zrobić dla ludzi cierpiących pod jarzmem dyktatury, prześladowanych przez władze, ściganych za poglądy? Można spróbować pokazać ich światu, nagłośnić sprawę, dla której decydują się podejmować ryzyko („Mugabe i biały Afrykanin"). Bywa to jednak broń obosieczna. Z jednej strony, dokonane w ukryciu nagranie może stanowić pewną gwarancję bezpieczeństwa dla ludzi, o których istnieniu dowiedział się świat. Z drugiej - ujawnienie twarzy może prowadzić do dalszych represji wobec „zdrajcy". Twórcy tego rodzaju filmów muszą niejednokrotnie podejmować bardzo trudne decyzje, których stawką może być nawet ludzkie życie. Świetny przykład stanowi australijski dokument „Ukradzione", którego realizatorzy musieli dokonywać cudów moralnej ekwilibrystyki, by uratować swój film, nie robiąc nikomu krzywdy. Bywa, że bohaterowie filmu, krytycznie wyrażający się o władzy, wolą ukryć twarz w obawie przed represjami („Malowana wyspa"). Ale bywa też, że pokazanie twarzy jest aktem heroicznej odwagi, dokonywanym z pełną świadomością konsekwencji grożących każdemu, kto ośmieli się rzucić wyzwanie systemowi („Pożegnanie ze strachem"). Ukryta kamera to także świetny sposób na stworzenie własnej wersji wydarzeń w świecie zdominowanym przez oficjalną propagandę („Miasto bez Boga").